 |
Jezioro Błędno |
Czerwiec był bardzo intensywnym miesiącem.
Na szczęście na tę intensywność poza pracą wpływ miały również krótkie
wycieczki poza Poznań. Wypad pierwszy-kierunek Zbąszyń. Cel? Impreza
urodzinowa nad jeziorem z przyjaciółmi i znajomymi. Zbąszyń to niewielka
miejscowość. Ładna architektura, dworzec, duża liczba rowerzystów, małomiasteczkowy
klimat, jezioro Błędno. Warto zwrócić uwagę właśnie na dworzec i to przy nim na moment się
zatrzymam. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Zbąszyń stał się
miastem granicznym, a stacja kolejowa stacją graniczną z odprawą celną i paszportową. Mamy tutaj dwa budynki,
które niegdyś pełniły funkcje dworcowe - stary i nowy. Stary z 1870 roku, nowy
(choć słowo nowe nie do końca tu pasuje) z 1920. Stacja zbąszyńska jest jednak
znana z czego innego.
To w tym miejscu zatrzymał się w 1938 roku pociąg z Żydami
pochodzenia polskiego, którzy zostali deportowani z terenów III Rzeszy w
ramach akcji Polenaktion. Następnie odmówiono im prawa wjazdu do Polski. Źródła
różnie podają, ale na pewno tyczyło się to w tym miejscu ponad 6 tysięcy Żydów.
Koczowali oni w tragicznych warunkach zanim podjęto jakąkolwiek decyzję. Na
dworcowym wielkoformatowym plakacie widnieje napis: „Walizka nie zawsze jest symbolem podróży. Czasem jest to wszystko co masz, wszystko co pozwolili ci zabrać, gdy
przyszli nad ranem i wyrzucili z domu. Co możesz spakować do jednej walizki,
żeby zachować tożsamość, historię życia, godność? Ile to już razy,
niewyobrażalne zło zaczynało się od wyrzucenia ludzi z domu i jednej walizki w
rękach wygnańców. Jedna z największych lekcji historii zawiera się w takim jej
zapamiętaniu, aby umieć rozpoznać jej powracające cykle, a gdy łączą się one z
cierpieniem, potrafić się im przeciwstawić.” Obojętnie czy
ktoś przyjeżdża bezpośrednio do Zbąszynia czy też jest tylko przejazdem w
drodze do Berlina myślę, że warto się na chwilę zatrzymać, pokontemplować i
docenić to, co mamy.
 |
Stacja kolejowa Zbąszyń |
 |
Stacja kolejowa Zbąszyń |
Wracając do mojego krótkiego wypadu. Mieszkamy
w Campingu przy baszcie (notabene ta wieża z bramą wjazdową jest zabytkową
pozostałością zamku z XVI/XVII wieku). Domki szału nie robią, w
jednym z nich znajdujemy martwego wróbla. Generalnie na jedną, góra dwie noce
da się to znieść. Plaża przy campingu, a w zasadzie coś co plażą powinno być
usłana jest kupami. Tak, kupami. Jeśli ktoś tam chce się przespacerować, to nie
ma opcji, żeby nie wdepnął w gęsie „guano”. Szkoda, że nikt nie sprząta tego
miejsca, bo widok jest okropny. Niska cena nie usprawiedliwia tego wszystkiego.
Dobrze, że niedaleko jest plaża miejska. Zadbana z boiskami do siatkówki
plażowej, piłki nożnej, wypożyczalnią sprzętu, zjeżdżalnią do wody. Tam miło
spędziliśmy popołudnie. Wieczór, noc, niedzielny poranek to też fajnie
wykorzystany czas zgodnie z zasadą: nieważne gdzie, ważne z kim.
Ledwo wróciłam ze Zbąszynia już
musiałam się pakować na kolejny wyjazd. Ciąg dalszy nastąpi…
 |
Jezioro Błędno |
 |
Wieża z bramą wjazdową |
Spędziłam w Zbąszyniu dużą część swojego dzieciństwa i młodzieńczych lat chociaż mieszkałam w innym mieście.Chętnie wracam pamięcią bo osobiście coraz rzadziej.
OdpowiedzUsuń