Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dwory dworki pałace i zamki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dwory dworki pałace i zamki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 października 2016

Krótki wypad: Czechy- Austria. Dzień pierwszy.

Nachod
Nigdy nie jest za późno na nadrobienie zaległości. Biorę się więc w końcu za nie. A to dlatego, że moje letnie wakacje zakończyły się miłym i niespodziewanym (choć krótkim) akcentem. Okazała się nim być rodzinna, weekendowa wycieczka do Czech i Austrii i miejsc, w których jeszcze mnie nie było. Głównym celem była mała miejscowość austriacka - Mauthausen. Powód zaś był prosty. W tej miejscowości w czasach drugiej wojny światowej istniał obóz koncentracyjny, a w nim przebywał mój Dziadek. Podróż miała charakter sentymentalny. Cała reszta była tylko dodatkiem. Zacznę jednak od początku. Wystartowaliśmy w piątek o świcie z Ostrowa Wielkopolskiego i zupełnie spontanicznie postanowiliśmy zjechać kawałek z drogi i odwiedzić pałac Marianny Wilhelminy Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. Skąd ten pomysł? Otóż przypomniało nam się, że dzierżawcą tego obiektu był przez wiele lat profesor Uniwersytetu Przyrodniczego, który uczył mojego Tatę. Pałac ten stał się obsesją owego profesora i zainwestował on kupę pieniędzy w ten niszczejący zabytek. Inwestor już zszedł z tego świata, ale pałac wzięła pod opiekę się gmina. Pojechaliśmy zobaczyć, jak to wszystko wygląda. No i wygląda całkiem, całkiem. Z powodu braku czasu nie wykupiliśmy biletu, ponieważ kolejne zwiedzanie z przewodnikiem zaczynało się zbyt późno.

sobota, 9 kwietnia 2016

Wojna religijna w Kotłowie i Radziwiłłowie w powiecie ostrowskim.


Prokatedra polskokatolicka w Kotłowie
Pochłonięci marzeniami o dalekich podróżach czasem zapominamy, że tuż pod naszym nosem też są miejsca godne naszej uwagi. Wystarczy wsiąść w samochód i pojechać kilkanaście kilometrów dalej. 
Zupełnie spontanicznie podczas Świąt Wielkanocnych ruszyliśmy rodzinnie na małą przejażdżkę. W zasadzie nie mieliśmy początkowo żadnego celu. Później ktoś rzucił: jedźmy do Kotłowa. Jako, że nie znam okolicy tak dobrze, to przyjęłam decyzję z milczącą aprobatą. Do Kotłowa pojechaliśmy przez wieś Parczew. Niby zwykła wieś, ale tak nie do końca. Jeden budynek zwrócił moją uwagę. Jak się okazało to dwór pochodzący z lat osiemdziesiątych XIX wieku. Obecnie od 1947 roku znajduje się tam szkoła podstawowa.

niedziela, 19 lipca 2015

Czerwcowy zawrót głowy. Na włościach Działyńskich i Poznańskich.

Zamek w Gołuchowie
Dnia następnego ruszałam dalej. Czasem się tak fajnie dzieje, że dzięki pracy można pojechać w jakieś ciekawe miejsce i przy okazji pozwiedzać. Mnie się zdarzyło i cieszę się z tego przeogromnie. Spędziłam dwa cudne dni z naturą w Ośrodku Kultury Leśnej w Gołuchowie. Ośrodek ten liczy blisko 200 ha i powstał na terenie dawnej rezydencji magnackiej Jana Działyńskiego i jego żony Izabelli z Czartoryskich. Zespół parkowo-leśny ma sporo do zaoferowania zarówno dorosłym, jak i dzieciom. Niestety przez przymusową opiekę i mini akcję ratunkową nie było mi dane zobaczyć zagrody zwierząt. Żubry, daniele i dziki przeszły mi obok nosa. A ja taaaak lubię dziki. J Na szczęście całą resztą atrakcji mogłam się już cieszyć. Dodam, że konotacje rodzinne sprawiają, że klimaty leśne i zwierzęce nie są mi obce i bardzo dobrze się wśród nich czuję. Spaliśmy w „Oborze”- obiekcie edukacyjnym, który też jest bogaty w pokoje gościnne. Nazwa nie wzięła się z niczego, kiedyś faktycznie była to obora. Jedliśmy w miejscu, w których liczba wypchanych zwierząt i poroża przekraczała normę krajową. Trochę przerażające, trochę klimatyczne. Zwiedziliśmy natomiast jeszcze Muzeum Leśnictwa oraz Zamek, który był wisienką na torcie. Podobno to taki mały Wawel.