niedziela, 26 marca 2017

Jerozolima- miasto, które pamięta. Część druga.

Kolejne dni poza wyjazdem na tereny Autonomii spędzamy na krzątaniu się po starym mieście. Na tym małym skrawku przestrzeni (bo zaledwie na 1 km kwadratowym) znajduje się tyle zabytków, że można by nimi spokojnie obdzielić kilka miast. Mury miejskie zostały wybudowane z nakazu sułtana Sulejmana Wspaniałego i łączna ich długość wynosi 4,5 kilometra. Do wnętrza prowadzi 8 bram: Brama Jaffy, Brama Damasceńska, Brama Nowa, Brama Heroda, Brama Lwów, Brama Gnojna, Brama Syjońska oraz Brama Złota. Każda z nich ma swoją własną historię. Jednak najważniejsza wiąże się z zamurowaną bramą, czyli Bramą Złotą.

sobota, 18 marca 2017

Jerozolima - miasto, które się modli. Część pierwsza.

Budzimy się o świcie w naszym małym, acz przytulnym pokoiku. Pierwsza noc w Abraham Hostel minęła spokojnie. Hostel jest wielki i bardzo zadbany. Towarzystwo zaś międzynarodowe, praktycznie w każdym wieku. Ogromną zaletą tego przybytku jest kuchnia, jadalnia i bar w jednym. Można tam przesiadywać godzinami chłonąć atmosferę i poznawać ludzi. Czasu jednak na to szkoda, bo zwiedzać trzeba. Pierwszy dzień zaplanowałyśmy na bogato. Do murów starego miasta docieramy pieszo w 15 minut. Słońce świeci, niebo jest błękitne, bez żadnej chmurki. Jest wcześnie, więc kramy dopiero się otwierają. Nadal jeszcze nie przyzwyczaiłam się do wszechobecnych, przemykających ukradkiem ortodoksów. Stare miasto robi niesamowite wrażenie już od pierwszego wejrzenia, a gdy tylko człowiek zagłębi się w plątaninę gęstych uliczek, w to miasto w mieście, to już w ogóle może oszaleć od tego wszystkiego. Pierwszym celem jest najświętsze miejsce judaizmu- Mur Zachodni, czyli Ściana Płaczu.

piątek, 10 marca 2017

Dzień czwarty - dzień dobry Jerozolimo! Jaffa Road - ulica umiłowana przez zamachowców.

Okolice przygraniczne
Śniadanie w hotelu Al-Rashid smakowałoby nam pewnie bardziej, gdyby nie przejmujące zimno, ale dałyśmy radę. Jajecznica i chałwa smakowały wybornie. Do Aqaby postanowiłyśmy wrócić transportem publicznym. Z dworca autobusowego w Wadi Musa odjeżdżają busiki w stronę Ammanu oraz Aqaby. Kierowca czeka aż busik się zapełni i dopiero wtedy rusza w trasę. Poza dwoma innymi turystkami nasz bus pełen był tubylców. Tego dnia była już piękna pogoda i można było podziwiać widoki. Przepięknie tam. Zanim dotarliśmy do celu dwa razy zatrzymało nas wojsko i policja. Obyło się bez problemów i taksówką z Aqaby dobiłyśmy do granicy.

niedziela, 26 lutego 2017

Dzień trzeci - Petra. W królestwie Nabetajczyków.

Petra
Z samego rana poznajemy naszego kierowcę. Ma na imię Alli. Dosyć kiepsko mówi po angielsku, ale od biedy można się z nim dogadać. Pierwsze wrażenie robi niespecjalne, tym bardziej, że jesteśmy nieufne. To jednak szybko mija. Alli okazuje się być bardzo sympatyczny. Opowiada, że jest Beduinem i nauczycielem języka arabskiego. Oczywiście w swoich opowieściach najwięcej czasu poświęca rodzinie. Tam dla każdego rodzina jest bardzo ważna. Alli ma ośmioro rodzeństwa i trójkę dzieci. Co chwila ktoś do niego wydzwania, a on z rozbrajającym uśmiechem mówi: "it was my mother, it was my brother, it was my sister".  Na bieżąco przez telefon ktoś zdaje mu też relację z warunków pogodowych na drodze do Petry. A te niestety nie są zbytnio optymistyczne.

sobota, 18 lutego 2017

Dzień drugi. Kierunek Jordania.


Ledwo przyjechałyśmy do Izraela, to już drugiego dnia zaplanowałyśmy z niego na moment wyjechać. Naszym celem była Aqaba w Jordanii. Wpierw jednak trzeba się było ogarnąć po nocy i zejść na śniadanie. W hostelu jest wielka stołówka i jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że stołówka ta pęka w szwach. Kilka wycieczek młodzieży znalazło się tam na raz, skutecznie uprzykrzając nam jedzenie. A tego jedzenia było naprawdę w bród i było pyszne. Szybko musiałyśmy je pochłonąć, bo niebawem miałyśmy autobus do Eilatu. Aby dostać się w pobliże granicy izraelsko-jordańskiej należy wsiąść w autobus kompanii Egged nr 444.

niedziela, 12 lutego 2017

Izrael dzień pierwszy. Morze Martwe, Masada.

Masada
Moja podróż rozpoczęła się 29 stycznia. Rano wsiadłam do pociągu do Ostrowa Wielkopolskiego. Stamtąd już samochodem udaliśmy się na lotnisko w Warszawie. Czekała nas ciężka noc i niezapomniana, pełna zaskoczeń i uniesień podróż. Po 3 i pół godzinnym locie wylądowałyśmy z kuzynką w środku nocy na lotnisku Ben Guriona w Tel Avivie. Do pierwszego autobusu miałyśmy trochę czasu, więc wykorzystałyśmy go na wypoczynek oraz jedzenie kanapek i kabanosów. Pierwszym zamierzonym celem podróży było Morze Martwe oraz Masada. Dostać się tam miałyśmy autobusem z Jerozolimy. Wpierw jednak trzeba było dojechać do tej Jerozolimy.

środa, 25 stycznia 2017

Reportaże Pawła Smoleńskiego

Wyjazd do Izraela zbliża się wielkimi krokami. Bardzo lubię ten czas przed podróżą. Gorący czas przygotowań oraz poszukiwań, czas pochłaniania książek i przewodników. Ostatnio przeczytałam kilka pozycji na temat konfliktu izraelsko- palestyńskiego. Wśród nich znalazły się między innymi publikacje Pawła Smoleńskiego i to przy nich chcę się dzisiaj na moment zatrzymać. "Izrael już nie frunie" i "Oczy zasypane piaskiem" to zbiór reportaży, w których autor skupia się na przybliżeniu nam rzeczywistości panującej w Izraelu, Autonomii Palestyńskiej i Strefie Gazy.

sobota, 17 grudnia 2016

Krótki wypad Czechy - Austria. Dzień drugi i trzeci.

Zamek Karlstejn
Nie od dziś wiadomo, że Czechy zamkami stoją. Postanowiliśmy więc wykorzystać ten fakt na tyle, na ile można w ciągu trzech dni. Zamek w Nachodzie szybko ogarnęliśmy tylko wzrokiem. Z zamkiem w Krumlovie i Karlstejnie zapoznaliśmy się bliżej. Do Krumlova przyjechaliśmy od razu z Mauthausen. Było już słoneczne, ale późne popołudnie. Głód i zmęczenie powoli dawało nam się we znaki. Wpierw jednak postanowiliśmy się przejść po malowniczo położonym nad Wełtawą miasteczku i wejść na zamek. Widoki są cudne i wcale nie dziwi fakt, że centralna część Krumlova została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 

piątek, 11 listopada 2016

Były obóz koncentracyjny w Mauthausen i podobóz w Gusen.

Mimo średnio przespanej nocy w zimnym pokoju trzeba było wstać o świcie. Czekał na nas główny punkt programu - były obóz koncentracyjny w Mauthausen i podobóz w Gusen. Droga minęła szybko, bez żadnych przystanków. Przejeżdżaliśmy przez urocze miasteczko Freistadt oraz przez 4,5 kilometrowy tunel w drodze do Linzu. Poza tym nic się nie działo. Trochę kluczyliśmy zanim dobiliśmy do miejsca pamięci na terenie byłego obozu w Mauthausen. Okolica piękna, zielona, spokojna, z niewielkimi wzgórzami. Tym bardziej więc powiało grozą na myśl, że w takich okolicznościach przyrody działy się tak straszne rzeczy.

sobota, 29 października 2016

Krótki wypad: Czechy- Austria. Dzień pierwszy.

Nachod
Nigdy nie jest za późno na nadrobienie zaległości. Biorę się więc w końcu za nie. A to dlatego, że moje letnie wakacje zakończyły się miłym i niespodziewanym (choć krótkim) akcentem. Okazała się nim być rodzinna, weekendowa wycieczka do Czech i Austrii i miejsc, w których jeszcze mnie nie było. Głównym celem była mała miejscowość austriacka - Mauthausen. Powód zaś był prosty. W tej miejscowości w czasach drugiej wojny światowej istniał obóz koncentracyjny, a w nim przebywał mój Dziadek. Podróż miała charakter sentymentalny. Cała reszta była tylko dodatkiem. Zacznę jednak od początku. Wystartowaliśmy w piątek o świcie z Ostrowa Wielkopolskiego i zupełnie spontanicznie postanowiliśmy zjechać kawałek z drogi i odwiedzić pałac Marianny Wilhelminy Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. Skąd ten pomysł? Otóż przypomniało nam się, że dzierżawcą tego obiektu był przez wiele lat profesor Uniwersytetu Przyrodniczego, który uczył mojego Tatę. Pałac ten stał się obsesją owego profesora i zainwestował on kupę pieniędzy w ten niszczejący zabytek. Inwestor już zszedł z tego świata, ale pałac wzięła pod opiekę się gmina. Pojechaliśmy zobaczyć, jak to wszystko wygląda. No i wygląda całkiem, całkiem. Z powodu braku czasu nie wykupiliśmy biletu, ponieważ kolejne zwiedzanie z przewodnikiem zaczynało się zbyt późno.